sobota, 19 marca 2016

Urzędnicza groteska

Urzędnicza groteska


Niewiele rzeczy mnie zaskakuje. Sporo już w życiu widziałam, niejedno przeżyłam. Od jakiegoś czasu obserwuję sytuacje, które zdają się pochodzić wprost z "Ferdydurke" W. Gombrowicza. I to mnie zadziwia. Że groteska może stać się rzeczywistością. Że w europejskim kraju XXI wieku ktoś może zachowywać się, jakby go żywcem wyjęto z groteski, ze świata absurdu.

Niedawno słyszałam o takiej o to sytuacji.  Rzecz dzieje się w uroczym, małym miasteczku. Przychodzi obywatel do gminnego urzędnika. Grzecznie tłumaczy, w jakiej przyszedł sprawie. Następuje taki dialog:

Urzędnik X: O który budynek chodzi?
Obywatel Y: Ten na ulicy Z.
Urzędnik X: Nie kojarzę go.
Obywatel Y: To ten, w którym Pan pracował.
Urzędnik X: Pan mnie straszy.
Obywatel Y: Czym ja Pana straszę? Że Pan pracował w tym budynku?
Urzędnik X: Ja się Pana boję. Pan mnie straszy.
Obywatel Y: Ale czym ja Pana straszę? Nic nie rozumiem - na twarzy obywatela maluje się autentyczne zdziwienie.
Urzędnik X: Boję się Pana. Boję się. Pan mnie straszy. Wystarczy, że powiem, że się boję i to jest już groźba karalna - powtarza w kółko gminny urzędnik.

W pierwszej chwili, gdy usłyszałam tę historię, wybuchnęłam gromkim śmiechem. Potem zapłakałam nad gminnym urzędnikiem X.

Jego reakcja była nienaturalna. Postawa wobec obywatela zatrważająca. Znajomość prawa znikoma. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w demokratycznym państwie prawnym.

Obywatel nie skierował wobec urzędnika żadnej groźby. Jego zachowanie nie wyczerpuje znamion przestępstwa.

Gdyby przyjąć tok rozumowania gminnego urzędnika X., to nasze codzienne rozmowy mogłyby wyglądać następująco:

A: Dzień dobry, jak się Pan miewa?
B: Ja się Pana boję. Pan mnie straszy. To jest groźba karalna.

albo

C: Ma Pani śliczną sukienkę. Gdzie ją Pani kupiła?
DJa się Pani boję. Pani mnie straszy. To jest groźba karalna.

Podobne rozmowy byłyby oczywiście absurdalne.

Można się zastanawiać, czy w omawianej sytuacji to obywatel nie został zastraszony. Przyszedł załatwić swoją sprawę, a został bezpodstawnie pomówiony o popełnienie czynu karalnego. Wyszedł zbulwersowany, niczego nie załatwił, ale wyrobił sobie jak najgorszą opinię o gminnym urzędniku X. Trudno mu się dziwić.

Dwa pytania mnie nurtują: czy gminny urzędnik X. postrzega rzeczywistość inaczej niż reszta społeczeństwa? oraz czy z premedytacją nieprawdziwie pomówił obywatela?

Jeżeli odpowiedź na pierwsze pytanie byłaby prawdziwa, to gminny urzędnik X. powinien udać się po pomoc do specjalisty. Jeśli odpowiedź na drugie pytanie byłaby prawdziwa, powinien tłumaczyć się w sądzie.
Joanna Orda

fot. Alexas_Fotos

wtorek, 23 lutego 2016

Pakunek

sportowy samochód

Był środek nocy, gdy sportowy samochód przemknął przez centrum miasta. Na liczniku miał 220 km/h, lecz rozpędzić się mógł nawet do 300 km/h. Jego srebrna karoseria lśniła w blasku ulicznych latarni. Ryk dwunastocylindrowego silnika o mocy 650 KM rozniósł się echem po uśpionych ulicach.

Samochód takiej klasy był rzadkością. Nielicznym, którzy nie spali tamtej nocy, udało się go zobaczyć. Chwilę potem już go nie było. Rozpłynął się w mrokach nocy. A razem z nim owinięty szarym papierem pakunek, leżący na miejscu pasażera. Ważył nie więcej niż kilkaset gramów, lecz był niezwykle cenny.

Kierowca szybko zerknął w jego stronę. Nie zamierzał dać się zatrzymać z tym pakunkiem pod żadnym pozorem. Wiedział, jaka była jego zawartość. Unikatowa chińska figurka z V wieku p.n.e. Bezcenna. Skradziona ze zbioru jednego z muzeów. Poszedłby prosto do więzienia.

Ścisnął mocniej kierownicę i docisnął pedał gazu. Był coraz bliżej celu podróży. Czekał na niego prywatny kolekcjoner, gotowy zapłacić za chiński artefakt niewyobrażalną sumę pieniędzy.

Czy taki scenariusz, jak przedstawiony wyżej, jest realny? Sądzę, że tak. Nielegalny rynek sztuki przynosi wiele miliardów dolarów dochodu rocznie. Dzieła sztuki pochodzą zwykle z kradzieży, przemytu, czy nielegalnych wykopalisk. Często zdarza się, że są fałszowane i to w tak doskonały sposób, że potrzeba kilku ekspertyz, żeby ustalić prawdę.

Nie ma wątpliwości, że handel dziełami sztuki jest niezwykle intratny.
Joanna Orda

fot. PublicDomainPictures

poniedziałek, 1 lutego 2016

Proces conterganowy

prawo farmaceutyczne

To był jeden z największych procesów karnych w historii niemieckiego sądownictwa. Tysiące dowodów, setki stron akt sprawy, zastępy prawników, a wszystko to w cieniu tragedii.

27 maj 1968 rok, Aisdorf, RFN. Po wieloletnim, żmudnym śledztwie na ławie oskarżonych zasiadają członkowie kadry kierowniczej Chemie Grünenthal Gmbh.

Przedsiębiorstwo to, założone w 1949 roku, wyprodukowało lek o nazwie Contergan. Był to środek uspokajający i nasenny na bazie talidomidu, pochodnej kwasu glutaminowego. Sprzedawano go w wielu krajach świata pod różnymi nazwami. Reklamowano jako skuteczny i bezpieczny. Wkrótce okazało się jednak, że miał groźne skutki uboczne. Przyjmowanie talidomidu przez kobiety w czasie ciąży stało się przyczyną poważnych wad rozwojowych dzieci, takich jak fokomelia, deformacja organów wewnętrznych, zmiany neurologiczne, wady słuchu i wzroku. Takich dzieci urodziło się kilka tysięcy.

Trwające wiele lat śledztwo doprowadziło do oskarżenia kadry kierowniczej producenta leku. Procesowi towarzyszyły niewyobrażalne emocje. Ekspertyzy naukowe, zeznania świadków, obszerna dokumentacja - kolejne odsłony sądowej batalii trwały 283 dni. 

18 września 1970 roku zapadł wyrok. Sąd uniewinnił oskarżonych. Uznał, że nie można im było przypisać winy, a ich działania były zgodne z obowiązującymi wówczas normami prawnymi.

Kształt obecnie obowiązującego prawa farmaceutycznego jest między innymi wynikiem skandalu, związanego z Conterganem.

W Polsce obrót produktami leczniczymi możliwy jest co do zasady po uzyskaniu pozwolenia; wyłączenia od tej zasady określa ustawa.

Uważam, że warto pamiętać o "sprawie Conterganu", ponieważ pokazuje ona, jak brak wiedzy może doprowadzić do nieszczęścia.
Joanna Orda


źródła: H. Evans, Thalidomide: how men who blighted lives of thousands evaded justice, The Guardian,  2014; B. Dudek (red. odp.), Firma farmaceutyczna dopiero teraz przeprasza ofiary Conterganu, Deutsche Welle, 2012; Parlament Europejski, http://www.europarl.europa.eu.
fot. stevepb